Bezdomny "wstaje" i potrzebuje Twojego wsparcia... Pomóż - włącz się

Na przełomie 2015/2016 roku późnym wieczorem wchodząc do biedronki zobaczyliśmy człowieka, miał sine usta, wargi mu latały z zimna, ubrany dość czysto. Wchodząc do sklepu z Asią nie mogliśmy przejść obojętnie. Zapytaliśmy się jego czego on potrzebuje, odpowiedział - jeść. Obiecaliśmy pomoc kiedy będziemy wychodzić. Przeglądając zakupy w sklepie dotarło do nas że oprócz jedzenia trzeba się podzielić ciepłem. Była to trudna decyzja zabrania człowieka do swojego domu, do swojej toalety, kuchni. Był po spożyciu alkoholu, ale nie był pijany, jednak siny i skostniały z zimna. Postanowiliśmy go jednak zaprosić, musieliśmy pozwolić aby się ogrzał, chcieliśmy ugotować, porozmawiać. Kupiliśmy produkty na dobry gulasz, podczas przygotowywania posiłku godzinę z nim rozmawialiśmy. Po jedzeniu, długiej rozmowie, która była bardzo poruszająca, modlitwie, chciał już pójść. Otrzymał od nas ciepłą odzież i się rozstaliśmy.

Po kilku dniach spotkałem tego samego Pana, z odmienionymi oczami, wyglądem, radością na ustach.
Opowiadał że był po wielu latach u spowiedzi. Bardzo nas to zbudowało i ucieszyło.

Pan Darek Dzis Fundacja Ja Jestem

Po pół roku idąc w nocy spotkaliśmy zarośniętego człowieka, był pod wpływem alkoholu, cuchnący, miał rozerwane buty. Rozmawialiśmy o jego małżeństwie, synu, o miłości.

"Zło dobrem zwyciężaj.."

"Zło dobrem zwyciężaj.."

14 maja jak co drugi czwartek wyszliśmy w 5 osób do potrzebujących.

Przed w Wasz wyjazdem jeden z naszych kolegów zadzwonił i powiedział, że ma pragnienie zrobienia kanapek, oraz zakupów spożywczych.
 Natomiast jedna z koleżanek powiedziała, że dostała męskie buty w rozmiarze 42. Poszliśmy na mszę a następnie pojechaliśmy do centrum.
Gdy chcieliśmy zacząć się modlić, dwie osoby z grupy zwróciły uwagę na mężczyznę, który kręcił się w pobliżu.
Gdy skończyliśmy się modlić, ten człowiek podszedł jeszcze bliżej do nas.
Podzieliliśmy się na dwie grupki, poszliśmy w róże strony.
Kiedy spotkaliśmy się po  dwóch godzinach jedna  grupa zaczęła opowiadać:
 Ten mężczyzna, który chodził wokół nas to Andrej, pochodzi z Ukrainy. Uciekł  stamtąd gdy dostał pobór do wojska, kilka dni wcześniej zabili mu brata. W strachu przed śmiercią uciekł do Polski i tak trafił do Warszawy, nie znając języka, nie mając tutaj nikogo, bez mieszkania,  jedzenia.  Oddaliśmy Mu buty, kopiliśmy skarpety, maszynki, wodę, coś do jedzenia bo od kilku dni nic nie jadł. Buty okazały się idealnie pasować, gdyż Andrej miał właśnie 42 rozmiar, wcześniejsze były za małe, przez co miał spuchnięte, pokrwawione nogi.
Jedna dziewczyna z naszej wspólnoty zaczęła opowiadać, że rozdzieliliśmy się inaczej niż zwykle po czym okazało się, że w grupie, która  zaczęła rozmawiać z Andrejem, jest osoba która zna jego język i może  z nim porozmawiać oraz przetłumaczyć co mówimy.
 Gdy  o tym opowiadaliśmy jeden z kolegów przypomniał sobie, że kilka dni temu poznał innego mężczyznę z Ukrainy, który jest tutaj legalnie wraz ze swoją żoną. Okazało się, że potrzebuje kogoś do pracy i chętnie pomoże swojemu rodakowi.Kolega poprosił, żebyśmy zaprowadzili go do Andreja, co w 2 mln mieście, w środku tygodnia, w samym centrum Warszawy wydaje się prawie nieosiągalne, natomiast Pan Bóg tak nas poprowadził, że znaleźliśmy go w 10 min. Umówili się następnego dnia.
Andrej dostał pracę.
 Gdyby człowiek sam chciał
zaplanować  to spotkanie, idealnie pasujący numer butów, osobę ze znajomością języka ukraińskiego, odnalezienie człowieka w tak zatłoczonym miejscu, byłoby to po ludzku nie możliwe.
Uwielbiamy i dziękujemy Panu za wszystkie niespodzianki, którymi nas obdarowuje i  osoby do których nas posyła.